Grynia żwawo pomyka na sztywniejących nóżkach. Rozważamy różne możliwości rehabilitacji, bo nie każda forma ćwiczeń jest dla dziewuszki wskazana z powodu choroby nowotworowej. Szczuplutka sylwetka i niesprawne tylne łapki sprawiają, że Grynieczka wygląda jak staruszeczka. Ogromna wola życia jest motorem niespożytej aktywności chudzinki. Grynia w kaszę sobie dmuchać nie daje. Natrętów po futrach trzepie twardo i komentarzy zdecydowanych im nie szczędzi. Wcina wszystko z apetytem. Udziela się towarzysko. Leki zapewniają komfort i podnoszą sprawność organizmu. Zdrówko stabilne, pod stałą kontrolą specjalistów. Oby tak zostało!
Marga od kilku dni wspiera samczyka, osamotnionego po nagłej stracie kumpla. Dogadała się z chłopakiem bez problemu. Mieszkają we dwoje i to ruda rządzi wielkim chłopem. Pierwsza przy misce, pyskata, wygadana. Chłopina w nią wpatrzony, potulny, czuły. Idylla...
Ostatnie USG Margolci niepokoi mnie bardzo. Nieoperacyjny guz nowotworowy na krezce rośnie sobie wolniutko. Twór, który pojawił się w pęcherzu moczowym podwoił swoją objętość w ciągu zaledwie miesiąca, co nie wróży zbyt dobrze. Do tego nowy guz pojawił się na dnie żołądka. W celu usunięcia obu nowych nieproszonych gości, trzeba by przeprowadzić osobne, rozległe i inwazyjne operacje. Nie ma gwarancji sukcesu. Nie ma pewności, że dziewuszka przeżyłaby taką interwencję. Wiadomo tylko, że rekonwalescencja po każdym z zabiegów byłaby długa i bolesna. Rokowania ostrożne do złych. Ponieważ priorytetem jest komfort życia dziewuszki - rezygnujemy z chirurgicznego rozwiązania dla jej dobra.
