Szlag trafił moją opowieść o łączeniu trzech, młodych, obdarzonych ogromnym temperamentem panów, więc nie odeślę do konkretów, ale w skrócie było tak: gryźli się straszliwie od początku, na dowolnej powierzchni, głęboko i całkiem na serio, nawet w kąpieli i w transporcie, i u weta (do którego jeździłam z powodu owych ukąszeń) też potrafili do siebie turkotać z daleka. Tak było jakieś 3 miesiące. Teraz siedzą razem w jednej klatce i jest ok, temperamentu im nie ubyło, ale każdy wie gdzie jego miejsce i jest ok. Co ich odmieniło? 13h godzin podróży i potem wspólny, niezbyt duży, ale komfortowy wybieg.
Agnieszko: szkoda, że nie zostawiłaś chłopaków na wybiegu, bo klatka dla niedogadanych jest zawsze za ciasna

Natomiast faktycznie lepiej nie zmieniać im ciągle miejsca, ewentualnie wpakować razem do transporterka i na spacer, w ramach utrudniania życia

Generalnie nie jest źle, jeden z moich, "beta", przez dobre 3 dni prawie non stop ganiał i gwałcił "gammę", zanim doszedł do wniosku, że pokazał kto tu rządzi. "Alfa" jest jeszcze lepszy. Trudno, tak mają. Przytulaj małego, bardzo uważnie obserwuj pod kątem zdrowia, ewentualnie dokarmiaj, ale nie "ratuj". Musi się nauczyć funkcjonowania w takim układzie,co nie jest dla niego łatwe, i wierz mi, nauczy się i jeszcze będzie brykał jak szalony
Oldzej: postaw klatki obok siebie i niech gadają przez kratki. Albo jak masz możliwość zrób im duży, stały wybieg, który w miarę postępów będziesz zmniejszać do wielkości klatki. Moim bardzo się podobał wybieg częściowo pod łóżkiem: miały się gdzie schować a ścisku, więc i przepychanek, nie było.
Dortezka: ja Halinę rozumiem, jak moje dzieci wyfruną z domu to zamierzam zmienić zamki i drzwi im nie będę otwierać, żeby nie przyszło smarkom do głowy wnuczki mi do opieki znosić
